Od Aldony z blogu Finextra jeszcze w kwietniu dostałam wełnę z owiec Bfl. Wełna mięciutka,puszysta i nie podgryza wcale.
Wczoraj ją dopadłam i siedząc przy kołowrotku osiem godzin( jaka ja powolna jestem) ukręciłam 600 metrów. Chyba nastąpił jakiś błąd w obliczeniach,ponieważ niteczka jest cieniutka i powinno być jej więcej. No ale jak policzyć dobrze,skoro na garbie ktoś skacze:)
Po zdjęciu z motowidła wyszły moje niedoskonałości. Raz cieniej ,raz grubiej. Trudno ją było ukręcić,ponieważ długość runa nie jest rewelacyjna,a moja praca polegała na wysubywaniu wełny z pasma czesanki. Ogólnie jestem zadowolona. Nitka pozostaje w singlu,bo podoba mi się przenikanie kolorów. No niestety zdjęcia nie oddają uroku,gdyż zostały zrobione telefonem. Ładowarkę od aparatu pies mi zjadł:)

